Oglądasz post Lubczyk. Kliknij by zobaczyć cały blog

IPT Campione 2013


4 lata temu  
Like
Tags:   Obejrzany 2035 razy.
Siema,


od poprzedniego wpisu minelo juz troche czasu, wiec postanowilem cos skrobnac, szczegolnie ze w ostatnim czasie sporo sie dzialo...


Zaczne moze od glownego watku pokerowego, czyli ostatniego turnieju w barwach Team Paradise Pro. Niestety nasza wspolpraca musiala sie skonczyc z uwagi na zmiane polityki firmy oraz coraz bardziej spadajacy traffic na BossMedii.
Przez te wszystkie lata zagralem w wielu turniejach live, w tym praktycznie wszystkie wieksze europejskie toury. Niestety zadnego spektakularnego wyniku nie udalo sie osiagnac, aczkolwiek kilkukrotnie bylo naprawde blisko i zaledwie odrobina szczescia dzielila mnie od grubszego shipa. Z drugiej strony dzieki tej wspolpracy zobaczylem mase ciekawych miejsc, duzo zwiedzilem i co najwazniejsze - zebralem bardzo duzo doswiadczenia, dzieki czemu w turniejach live czuje sie teraz bardzo mocny.
W tym miejscu chcialbym podziekowac wszystkim osobom z Paradise Poker za wieloletnia wspolprace, a w szczegolnosci Mateuszowi aka Gondar, z ktorym przez ten caly czas mielismy wzorowy wrecz kontakt.




IPT Campione 2013

Italian Poker Tour od zawsze wydawal mi sie bardzo EV+ turniejem, ale jakos wczesniej nie zdecydowalem sie w nim zagrac. W grudniu mielismy leciec do Wloch na narty, jednak ekipa rozsypala sie niedlugo przed wyjadzem, wiec musielismy zrezygnowac praktycznie w ostatniej chwili. Jednakze gdy zobaczylem w rozpisce IPT event w styczniu, bez wahania zdecydowalem sie go zagrac, a nastepnie korzystajac z okazji wyruszyc na narty. Turniej rozgrywal sie nad jeziorem Lugano w urokliwym miescie Campione, ktore nalezy do Wloch, pomimo ze lezy w granicach Szwajcarii



.




W dniu 1a udzial wzielo bodajze 105 osob, natomiast w dniu 1b az 285, dzieki czemu uzbierala sie calkiem spora pula. Musze przyznac, ze struktura tego turnieju byla najlepsza jaka do tej pory widzialem: 25.000 zetonow na start, 60min blindy w dniu 1 i 75min w dniu 2, ale co najwazniejsze tylko 8 poziomow blindow i bodajze 7 w dniu 2, dzieki czemu spokojnie mozna bylo odpoczac i wyspac sie przed nastepnym dniem (nie przepadam za turniejami z 12 poziomami blindow, gdyz ciezko mi sie skupic na ostatnich levelach i czuje juz spore zmeczenie, a po zakonczeniu dnia trzeba cos zjesc i niemalze od razu polozyc sie spac).

Dzien 1 przebiegal dosc spokojnie jak na mnie i powoli budowalem stacka bez wiekszych akcji i wariacji. Dwa levele przed koncem dnia mialem jakies 65k, ale totalne bezkarcie i nie trafianie zadnych flopow skrocilo mnie do niecalych 35k. Pol godziny przed koncem dnia stwierdzilem, ze nalezy wykorzystac swoj tight image i na blindach 400/800 postanowilem 3betnac CO z A3cc z planem odwiniecia sie na 4beta, w szczegolnosci, ze w poprzednim rozdaniu przeciwnik ten 3betnal moj UTG open, do ktorego sie zrzucilem. Niestety znalazl 99, ale w koncu w turnieju live udalo mi sie zrobic jakiegos suckouta za sporo blindow i zrobilem przyjemnego double upa. W ostatnich rozdaniach dnia 1 wygralem jeszcze kilka potow, a w tym przepychanke pf lapiac przeciwnika na 5b bluffie.

Dzien 2 rozpoczalem ze stackiem 80k i dosc szybko zaczalem budowac sie na szalonych akcjach. Kilka dobrych readow na tellsy i stack po pierwszych 2 levelach opiewal na jakies 140k. Wbrew pozorom byl to najsilniejszy stolik na jakim gralem przez caly turniej i niestety bardzo dlugo nie chcieli go rozwiazac. Tuz przed przerwa obiadowa przeniesli mnie na duzo slabszy stolik, gdzie juz w pierwszym rozdaniu rozpoznalem w zasadzie jedynego dobrego gracza na stoliku. W przedostatnim rozdaniu przed obiadem zawodnik ten postanowil 3betnac moj open z MP i po moim 4b dosc szybko odwinal sie 5b po czym instant zrzucil do mojego 6b ai +- 200k i prawdopodobnie dzieki temu az do rozwiazania stolika nikt sie juz nie stawial. Dwa levele przed koncem dnia 2 przeniesli mnie na stolik marzen: same pasywne dziadki, pasywne shorty i 2 bardzo przecietnych regow. Podczas 2 godzin nabudowalem sie z 260k do 750k glownie bez SD tylko po to aby w ostatnie pol godziny rozdac 300k... Zanosilo sie w koncu na jakis solidny wynik, lecz jak zawsze w koncu dopadl mnie badrun, ktory zaczal sie od rozdania, gdzie bardzo slaby, a zarazem agresywny dziadek sprawdzil podbicie PF. Na flopie 224 zagral c/call, a gdy na turnie spadla T i otworzyl sie FD zagralem bet/call z TJ aby nadziac sie na AT za jakies niecale 150k (30bb). Przez chwile przeszla mi przez glowe mysl aby foldowac, ale biorac pod uwage, ze ciagle podbijalem i przebijalem, a przeciwnik wg mnie byl zdolny do takiego zagrania z kazda pocket para, kazda 4, A3, A5 itp, to postanowilem dolozyc. Niedlugo pozniej otworzylem JJ i jeden z przecietnych regow siedzacy zaraz za mna zrobil mi 3b, a na 4b instant wsunal z A9s za 200k... As juz na flopie i spadam do 500k. W ostatnich rozdaniach dnia kilka nieudanych steali i koncze na 3 miejscu z 457k w stacku.

Dzien 3 to niestety tylko kontynuacja slabej passy z koncowki dnia 2... Mimo, ze stack byl bardzo bezpieczny, a w grze tylko 36 osob, to udalo mi sie przetrwac zaledwie 9 eliminacji i wydaje mi sie, ze nic nie moglem zrobic... Na poczatku przegralem 100k bez SD gdy przeciwnik przebil river za wszystko na boardzie: A28 K 2, jednakze po chwili odbilem wszystko rowniez bez SD. Nastepnie przeniesiono mnie na nowy stolik, ktory poziomem byl bardzo zblizony do tego ostatniego z dnia 2. Niestety juz na poczatku przegralem JJ vs AA za 120k (30bb) i 79 vs KK na boardzie 2679 za troche ponad 200k (river 2).
Ostatnie rozdanie turnieju to akcja: UTG open 16k (4/8k), 3b od bardzo slabego chipleadera do 45k, ja na SB ogladam KK i wsuwam za 125k, a na BB budzi sie pan od JJ vs AA i znow pokazuje Asy... 26 miejsce, niby niezle, ale niedosyt jak zwykle wielki!
Generalnie poziom jak na takie wpisowe bardzo slaby, choc tylu Team Pro nie widzialem jeszcze na zadnym turnieju... niech Was jednak nie zmyli to, gdyz jakies 20 Wloszek Team Pro powinno rozwiac wszystkie watpliwosci o wartosci sportowej tych Teamow






Narty 2013

Niedlugo po turnieju pojechalismy z Wiki na lodowiec polozony przy granicy Wloch z Austria. Niefortunnie wybralismy trase przez Szwajcarie, gdyz wydawala sie krotsza, szybsza i z ladniejszymi widokami. Niestety okolo godziny 18 podczas objezdzania 3500m gory zaczal mocno sypac snieg i okazalo sie, ze... w polowie stycznia wypozyczono nam auto z letnimi oponami! Oczywiscie podjezdzajac pod gore nie moglismy rozpedzic sie bardziej niz 20km/h (inni na zimowkach smigali dobra 100) az w koncu po prostu nie podjechalismy i musielismy zawrocic. Zjazd okazal sie jeszcze trudniejszy, gdyz praktycznie bez zadnej przyczepnosci musielismy driftowac na kazdym zakrecie, ktorych jak to w gorach bylo naprawde sporo. Koniec koncow zostalismy zmuszeni do nadlozenia jakichs 600km i pojechania przez Liechtenstein oraz Austrie aby dojechac w koncu do celu od drugiej strony... ach Ci Wlosi!
W Innsbrucku spotkalismy sie z Borysem, ktory mial do nas dojechac i wyruszylismy razem do Madonna Di Senales. Poczatkowo w gorach byla bardzo slaba widocznosc, ale po 2 dniach pogoda bardzo wyladniala i na wysokosci 3500m oraz temp -20 stopni moglismy spokojnie zdjac kurtki i napic sie piwka na swiezym powietrzu. Nasza ulubiona miejscowka narciarska zdecydowanie nie zawiodla i choc na chwile zapomnielismy o problemie z autem... niestety, tylko do czasu powrotu...
W dzien naszego wyjazdu znow zaczal sypac snieg i bylo jeszcze gorzej niz w Szwajcarii. Znow zjezdzajac miejscami bez zadnej przyczepnosci zatrzymalismy sie na stacji benzynowej, lecz tam tez nikt nie mogl nam pomoc. Zabawna sytuacja bylo jak ludzie podchodzili do naszego auta jak do atrakcji turystycznej, bo nikt nie mogl uwierzyc, ze dali nam auto z letnimi oponami (dodam jeszcze, ze pani na lotnisku zauwazyla, ze mamy narty i sporo bagazow, wiec zaproponowala nam wieksze auto za mala doplata, na co z checia przystalismy... zapomniala chyba jednak, ze w gorach warto miec zimowki...) W koncu zdecydowalismy sie pojechac zaraz za plugiem odgarniajacym snieg i po 2h udalo nam sie pokonac 30km trase. Szczesliwie pozniej juz bylo lepiej i glownymi drogami dojechalismy na lotnisko 3h przed odlotem.









Krotkie podsumowanie 2012 i plany na 2013.

Niestety, ale od strony pokerowej 2012 rok musze uznac za najgorszy ever. Zaczelo sie od najwiekszego downswingu w zyciu, przez co postanowilem zejsc duzo nizej, co z perspektywy czasu uwazam za swego rodzaju blad. Po pierwsze gra sie duzo roznila niz na wyzszych stawkach, wiec poczatkowo bylo sporo levelingu. Do tego zmienilem tryb zycia i zaczalem wstawac na budzik, co rowniez uwazam za blad, gdyz czesto bylem niewyspany, a przez to duzo szybciej denerwowalem sie, a co za tym idzie duzo szybciej przychodzil tilt, z ktorym przez dlugi czas nie mialem problemow. Na nl100 imo praktycznie nie ma gry pod dynamike (albo po prostu element DS - np gdy przeciwnik wygladal na stiltowanego, robil glupie movy, a nastepnie wyczarowywal same nutsy w wiekszych pulach), a to mnie bardzo nudzilo i nie sprawialo zadnej przyjemnosci, tak wiec postanowilem nauczyc sie Omahy... Ostatnie pol roku to w wiekszosci 4kartowa odmiana pokera, az do czasu gdy dostalem 4dniowego swinga na 65bi i na poczatku 2013 postanowilem wrocic do swoich gier nl400+. Narazie wyglada to duzo lepiej niz wczesniej, gra znow mnie cieszy i ekscytuje, czuc i widac dynamike, wiec pozytywnie patrze w przyszlosc.
Za duzo Playmoney nie wygralem, ale glownie ze wzgledu na nieudany shot pod osla na 50/100, wiec nie jest zle.


Ciekaw jestem jakie Wy macie przemyslenia na te tematy.





W 2013 planuje grac wiecej niz w 2012, ale tylko wtedy gdy poczuje na to ochote (mialem tez taki okres w zyciu, ze oprocz wstawania na budzik rozpisalem sobie plan dnia i z perspektywy czasu stwierdzam, ze to zdecydowanie nie dla mnie) i spedzic duzo wiecej czasu na analizie niz w 2012 oraz dopracowac gre w Omahe.



Pozdro!
Like
Comments (0)

879.9279